Badacz Łańcuchów zamilkł zaskoczony tym pytaniem. Pomyślał i po chwili odparł:

- Owszem. - Hope zbliżyła się do gospodyni. - Proszę się stąd wynosić, w tej chwili. „Albowiem sługa Pana karze tych, co zło czynią.”
kandydata na męża, kwalifikowałaby się na świętą. Alexandra - patronka nieznośnych,
- Jak według ciebie się czujemy, co? - zapytał Retting ze złością. - Guwernantka w
wiesz.
- Nie chcesz chyba powiedzieć, że Hope
Santos zacisnął dłonie. Nie miał ochoty na pogawędki. Wolałby teraz być sam. A jednak w głębi duszy chciał, żeby usiadła obok niego.
- Tak, wiem. Przepraszam, milordzie, ale na obronę Akademii muszę powiedzieć, że
— Dokąd idziesz?
- Zgoda. Porozmawiam z ojcem. Przekonam go... Najpierw jednak muszę ci coś powiedzieć. O mojej matce. Chciałabym, żebyś zrozumiał, dlaczego tak się jej boję. Wysłuchasz mnie?
- Już dobrze, mamo. - Gloria pogłaskała ją po głowie. - Rozumiem. Jeżeli o to ci chodzi, nic nikomu nie powiem.
- Zaczęliśmy od złej strony, Tia? Może czymś cię obraziłem?
Westchnęła, rozluźniła palce na kierownicy. Tęsknota, dręcząca, nieznośna tęsknota towarzyszyła jej dzień i noc, bez reszty wypełniała jej świat, powoli go unicestwiając.
Zapewniłam go, że się nie czuję obrażona.
„KB”


wspaniałym nektarze...

Zresztą i tak nie miała u Santosa żadnych szans. Nawet gdyby Gloria nie stała jej na drodze,
- Ale...
okolicznościach, lecz dzisiaj wszyscy jesteśmy pełni radości.

- Ależ mnie pan wystraszył - szepnęła.

Spojrzał na nią, a jego oczy błysnęły dziwnie.
- Kolację jemy na dole. Zaraz siadamy do stołu.
- Książę Mark wystąpił o adopcję Henry'ego. Po¬zuje z nim do zdjęć i wygląda jak zachwycony ojciec, też coś!

- Och, Bryce! - jęknęła, gdy oboje doznali orgazmu.

- Stan państwa jest katastrofalny - wyznał szczerze. - Jean-Paul nieustannie bawił za granicą, jego starszy brat ro¬bił wcześniej to samo. Potrafili tylko brać pieniądze. Ko¬rupcja jest powszechna. Każdy, kto zdobędzie jakąś pozycję, stara się wyrwać dla siebie jak najwięcej. Weź na przykład Charlesa. Po co tak małemu krajowi jak mój ambasada w Australii? Po nic! Tymczasem Charles otrzymuje kolo¬salną gażę, mieszka w willi, która pomieściłaby tuzin ro¬
burbon. Poza tym gorąco cię namawiam do wyłączenia podajnika, przy którym miał wypadek Billy. - Został naprawiony i pracuje prawidłowo. - Owszem, został naprawiony, ale nie przeszedł przeglądu kapitalnego, jak powinien - upierał się Beck. - To tak, jakbyś się prosił o kolejną katastrofę. Naprawdę sądzisz, że możemy sobie pozwolić na jeszcze jeden wypadek? - George dał tej maszynie zielone światło, podobnie jak Chris. To ich działka, Beck. Ty zajmij się trzymaniem nas z daleka od sądów. Beck ustąpił niechętnie. - Lepiej już pójdę, zanim Selma wpadnie tu i wyrzuci mnie za to, że nie pozwalam ci spać o tej porze - powiedział. - Wracasz do domu? - Nie. Zamierzam spędzić tę noc na sofie w moim biurze. Jeden z nas powinien być na miejscu w razie prawdziwych kłopotów. - Gdzie jest Chris? - Chris nie musi mi się już więcej spowiadać. Przestałem być jego prawnikiem. - Przekonałeś Rudego, żeby nie zamykał go w pudle przez weekend? - Huff, to było moje ostatnie oficjalne zadanie w jego sprawie. - Tak słyszałem. Ale nie mogę powiedzieć, żebym się cieszył. - Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w fabryce, tak będzie lepiej, Huff. I tak mam pełne ręce roboty. - Ten nowy prawnik jest dobry? - Wykonałem dzisiaj kilka telefonów, rozpytałem się o niego. Podobno jest lichwiarzem, ambitnym, aroganckim i odpychającym egomaniakiem, czyli ma wszystkie pożądane cechy. Huff uśmiechnął się niewyraźnie. - Miejmy nadzieję, że Chris nie będzie go potrzebował. Ten detektyw, Scott, próbuje wykopać studnię na pustyni. Historie biblijne - prychnął. - Opowiedziane akurat przez Klapsa Watkinsa. - Przestraszył ją. - Beck nie zorientował się, że wypowiedział na głos swoją myśl, dopóki nie zobaczył, że Huff przygląda się mu dziwnie. - Sayre. - Ach, rozumiem. Chodzi ci o tę wizytę w jej pokoju hotelowym. Dobrze jej tak za to, że zatrzymała się w tej dziurze. - Przeraziła się bardziej, niż to okazała. Nie sądzę, żeby powiedziała nam wszystko, co usłyszała od niego. Ale umysł Huffa błądził już innymi ścieżkami, na których nie było miejsca na martwienie się o bezpieczeństwo Sayre. - Ponieważ okazało się, że jest bezpłodna, zwalniam cię z obowiązku uwiedzenia jej, mój chłopcze - powiedział z lekkim chichotem. - Cała odpowiedzialność za zapewnienie mi wnuka znów będzie spoczywać na Chrisie. Teraz jest moim jedynym sposobem na osiągnięcie nieśmiertelności. - Puk, puk. Beck otworzył jedno oko i zobaczył Chrisa, uśmiechającego się do niego szeroko. Mimo bólu zesztywniałych mięśni, usiadł. - Która godzina? - spytał. - Dochodzi siódma. Spędziłeś tutaj całą noc? - Prawie całą. - Beck opuścił nogi na podłogę i wstał, krzywiąc się boleśnie.
Henry zamachał rączkami i zagulgotał coś wesoło, zmu¬szając Marka do skorygowania opinii. Nie wszystko koń¬czyło się tragicznie, był jeden jasny punkt...